Jak ten czas leci ;)

Pewnie już przyzwyczailiście się, że jestem chyba najrzadziej blogującym blogerem w polskiej blogosferze😉

Od ostatniego wpisu tutaj minęło ponad 5 miesięcy. Od ostatniej aktywności na fejsie prawie dwa. Sporo się przez ten czas u mnie pozmieniało… Jeśli chodzi o stronę sportową, to po drodze miały miejsce 3 szczególnie ważne dla mnie wydarzenia.

Chudy Wawrzyniec

Jak może pamiętacie z fb udało mi się dobiec do mety trasy długiej (85km) w czasie 14:07. Czas bardzo słaby, ale nie o to chodziło. Wystartowałem tam z ciekawości – chciałem sprawdzić, czy dam radę i ile jestem w stanie wytrzymać.

Chudy Wawrzyniec 2013

fot: Mateusz Bednarz

Do około 60km było nawet zabawnie. Odpowiednio niskie tempo pozwalało na podziwianie mgły w różnych odmianach i wyłaniających się z niej od czasu do czasu krajobrazów. Duża ilość błota, które po nocnej mega burzy przeważało na ścieżkach, dostarczało niezłej frajdy. Szczególnie na podejściach typu Oszust, gdzie robiło się jeden krok do przodu, po czym zjeżdżało się odległość równą trzem krokom w dół – przednia zabawa. Nie ma to jak po legalu potaplać się w błocie🙂 No i ludzie… Nigdy wcześniej nie spotkałem na zawodach tylu fajnych, pozytywnie zakręconych ludzi. Po 60km zabawa powoli ustępowała pola bólowi, a ostatnie 10km to już ból w najczystszej postaci. Kolana i kostki odmawiały współpracy i każdy kolejny krok to była katorga. Ale przynajmniej wiem nad czym muszę popracować, żeby w przyszłym roku było lepiej. Ewidentnie mam z Wawrzyńcem rachunki do wyrównania, tak więc w 2014 na pewno ponownie stanę na starcie w Rajczy. Reasumując – połknąłem haczyk i wiem, że biegi ultra to jest to, co chcę robić w życiu😉

Berlin Marathon

Po krótkim odpoczynku po Wawrzyńcu i kilku treningach szybkościowych pojechałem do Berlina w celu poprawienia życiówki i złamania 3:30. O ile nowy PB udało się ogarnąć, to do złamania magicznej bariery zabrakło mi 3 minut i kilkunastu sekund.

Berlin Marathon 2013

fot: Sąsiad na trawniku przed Bundestag’iem

Nie powiem – byłem trochę zawiedziony, bo wiedziałem, że było to w moim zasięgu. Ale znowu… nie czas okazał się tu najważniejszy. Maraton ten był dla mnie punktem przegięcia ;), który pomógł mi spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy – bardzo tego w tym momencie potrzebowałem.

Obóz biegowy BUGT

Wisienką na torcie w tym sezonie okazał się być obóz biegowy organizowany przez Dziewczyny (Monika i Justyna) stojące za Biegiem Ultra Granią Tatr. Zdecydowałem się na ten obóz niemal w ostatniej chwili, rezygnując z wyjazdu na Bałkany – to był strzał w dziesiątkę! Dziewczyny, które latem tak wspaniale ogarnęły organizację pierwszej edycji biegu, że w sieci trudno znaleźć choćby jedno złe słowo na jego temat, zabierając się za obóz również dały radę. I to na każdym froncie. Trener – Marcin Świerc – wydaje mi się, że nikomu, kto to czyta przedstawiać tej osoby nie trzeba. Dla mnie osobiście niesamowitym przeżyciem było móc go poznać, trenować z nim, słuchać o jego doświadczeniach, zadawać dziesiątki dziwnych pytań na które dostawałem wyczerpujące odpowiedzi i na żywo zobaczyć jak zapier…. na zbiegach – Wow. Jako, że nie samym bieganiem człowiek żyje, codziennie odbywały się też zajęcia Jogi prowadzone przez Anię. Na jodze momentami nie było łatwo i wydawaliśmy z siebie różne dziwne dźwięki😉 ale czego się nie zrobi, żeby być dobrze rozciągniętym. Polecam kanał Ani na youtube’ie i prezentowane przez nią ćwiczenia dla biegaczy. Ania, co z mojego punktu widzenia było rzeczą nie mniej ważną niż bieganie i joga, ogarniała również nasze posiłki. Głównie bez mięsa, a jeżeli  pojawiało się ono w ogólnym menu, to dla mnie była gotowa równie pyszna opcja bez🙂 Wszystkie posiłki przygotowywane były ze świeżych, codziennie dostarczanych produktów – żadnych przetworzonych śmieci. To było coś!!!

Obóz biegowy BUGT 2013

fot: Justyna Żyszkowska (BUGT)

Oprócz biegania, jogi i jedzenia były również codzienne poranne rozruchy, zajęcia na siłowni czy popołudniowa wizyta na saunie/basenie. Wszystko tak fajnie poukładane, że pomiędzy zajęciami można było uciąć sobie szybką regeneracyjną drzemkę. I na wieczorne piwko, albo… też starczało sił😉 No i ludzie… Wszyscy z innej bajki, ale ze wspólnym mianownikiem, bieganiem. Jednym słowem – HAPPY DAYS🙂 To był dla mnie prawdziwy hard reset😛 Jeszcze długo po powrocie do domu z twarzy nie schodził mi uśmiech na myśl o tych ulotnych chwilach, które przeżyłem😀

…a tymczasem fervex i wracam do łóżka, bo do soboty muszę wyzdrowieć🙂 W najbliższych dniach postaram się napisać kilka słów o tym, co aktualnie u mnie słychać.

Opublikowano O wszystkim i o niczym | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Stało się stało się, to co miało się stać…

Jak zaśpiewałby Kazik: „stało się stało się, to co miało się stać…”

Wczoraj podjąłem decyzję o niestartowaniu 30 czerwca w Mrągowie na dystansie 1/2 Ironman. Powód jest dość prozaiczny – brak odpowiedniego przygotowania, zwłaszcza rowerowego. Jako, że miałem już opłacone te zawody i nie chciałem stracić kasy, to zdecydowałem się na przeniesienie opłaty na inne zawody z tej samej serii, które odbędą się 25 sierpnia w Chodzieży.

W międzyczasie spróbuję przygotować się i wystartować po sąsiedzku 14 lipca we Frydman Triathlon na dystansie olimpijskim.

W ten oto sposób moim głównym i najbardziej wyczekiwanym startem tego lata będzie Chudy Wawrzyniec, tak więc najwyższa pora wziąść się do roboty😉

Opublikowano O wszystkim i o niczym | Otagowano , , , | 6 komentarzy

XII Cracovia Maraton

Na dzisiejszy start miałem kilka celów. Cel minimum – poprawienie czasu z Warszawy (3:59:19). Cel optimum – poniżej 3:50. I cel maksimum, czyli złamanie kolejnej magicznej bariery jaką jest 3:45. Miałem jeszcze jeden cel, a może bardziej niewypowiadane zbyt głośno marzenie, aby zejść poniżej 3:40. Moje ostatnie czasy wskazywały na to, że teoretycznie jest to możliwe, ale w praktyce różnie to wychodzi, zwłaszcza na maratonach😉 i co gorsza może skończyć się totalną klapą.

No ale oczywiście nie był bym sobą, gdybym nie postawił wszystkiego na jedną kartę. Umówiłem się z Marcinem. kolegą z Unlimited, że zaatakujemy wspólnie 3:40. Szybka kalkulacja wskazywała, że musimy utrzymywać średnie tempo 5:12/5:13 na kilometr. Wiedziałem, że do dwudziestego któregoś, może trzydziestego kilometra jest to wykonalne, a później będę sie martwił.

Dodam jeszcze tylko, że pogoda trafiła w dziesiątke. Około 15 stopni, zachmurzone niebo i na poczatku lekki deszcz – warunki idealne.

Zaczeliśmy jakby nieśmiało, czyli lekko za wolno. Ale już około szóstego kilometra rozpedziliśmy się i kolejne kilometry biegliśmy zbyt szybko. Zdawaliśmy sobie z tego sprawę i do pewnego momentu próbowaliśmy nawet z tym faktem walczyć tzn. zwalniać, ale w końcu daliśmy sobie z tym spokój i zgodnie z zasadą, co ma być, to będzie pokonywaliśmy kolejne kilometry w tempie 4:50-5:00. Biegło się rewelacyjnie… Pogaduchy, dyskusje o planach startowych, umawianie się na najbliższy piątek na otwarcie sezonu openwater, ploteczki, komenatarze😉 Jednym słowem sielanka i to w całkiem przyzwoitym tempie.

Zwrot akcji nastąpił około 30km kiedy to zawróciliśmy w Nowej Hucie i zaczęliśmy wracać do Krakowa. Od dłuższego czasu wiedzieliśmy, co będzie się działo po nawrocie, no ale nie wiele mogliśmy z tym zrobić. Wiatr prosto w ryj. I tak miało być już do końca. Do 32km jakoś się trzymałem, ale potem oddech mi się wyraźnie skrócił i zaczęły się pierwsze schody. Przez chwilę próbowaliśmy chować się przed wiatrem za innymi zawodnikami, ale z braku takowych, biegnących w miarę równo naszym tempem zdani byliśmy na siebie. Ja ewidentnie przegrywałem i zwalniałem w konfrontacji z wiatrem, tak więc Marcin zaproponował, że weźmie wiatr na swoje bary, a ja żebym schował się za jego plecami. Szybko znalazł się kolejny pasażer na gapę, który usiadł mi na ogonie i tak w trójkę kilometr po kilometrze przedzieraliśmy się w stronę mety. Tempo spadło, tzn. na stałe wskoczyło powyżej 5:00, ale wciąż było dużo powyżej naszego tempa w którym mieliśmy biegnąć.

Kolejny zwrot akcji pojawił się około 35km – zaczęło jakby kręcić mi się w głowie. Trzymałem jeszcze tempo (5:01 na 35km) ale powoli przestawałem kontaktować. Pamiętałem to uczucie z poprzednich maratonów, ale nigdy nie było to tak silne😛 Wcześniej objawiało się to tym, że miałem problem z obliczeniem w jakim tempie muszę biegnąć, żeby w czasie x dotrzeć do mety – czyli zaawansowana matematyka jak na końcówkę maratonu😉 Ale dzisiaj to była jakaś masakra. Doszło do tego, że poprosiłem współtowarzysza „niedoli” żeby mówił mi co jakis czas ile kilometrów jeszcze zostało, bo nie byłem w stanie samodzielnie odczytać i przetworzyć tej informacji ze swojego zegarka :O.

Na wodopoju około 36km pierwszy raz przeszedłem do marszu. Kawałek banana, dwie kostki cukru, kilka szybkich oddechów, liczenie do dziesieciu i dalej w drogę. Do końca zdarzyło mi się to jeszcze ze 2,3 może 4 razy. Marcin za każdym razem zwalniał i czekał na mnie, rzucał jakieś motywujące teksty (sorry, ale średnio pamietam) i lecieliśmy dalej. Lecieliśmy, to może zbyt duże słowo, ale dzięki zaliczce jaką uzyskaliśmy na wcześniejszych kilometrach, bez obaw o nasz cel mogliśmy sobie na koniec pozwolić na tempo rzędu 5:17 czy nawet 5:27.

Na ostatnich metrach miałem już serdecznie dosyć wszystkiego. Na około 200m przed metą Marcin wyrwał do przodu. Próbowałem go gonić i nawet ostatkiem sił rozpędziłem się do 4:30/km. Wpadłem na metę. Nacisnąłem stop na zegarku i pierwszy raz od wielu kilometrów na niego spojrzałem – 3:35:49!!!

cracovia 2

Czas z Warszawy poprawiony o 22:30!!!
W najśmielszych marzeniach nie spodziewałem się tak dobrego czasu!!!
Marcin dzięki – bez Twojej pomocy nie dałbym rady!!!
Fajnie było odkryć nowe stane świadomości😛
To był udany dzień!!!

Opublikowano O wszystkim i o niczym | Otagowano , , | 2 komentarzy

Plany na 2013

Styczeń za nami – chyba najwyższa pora pochwalić się planami startowymi na 2013.

Pierwszym większym (pomijam biegi z cyklu Grand Prix Krakowa w biegach górskich) startem w tym roku będzie Krakowski Półmaraton Marzanny w którym pobiegnę 24 marca. Nie wiążę z nim większych planów – ot taki sprawdzian przed odbywającym się miesiąc później (28 kwiecień) Cracovia Maraton.

cracovia maraton

Jako, że będzie to jeszcze początek sezonu zadowolę się każdym wynikiem poniżej mojej aktualnej życiówki, czyli 3:59:19. Po wiosennym maratonie kilka dni regeneracji i pełną parą ruszą przygotowania do najważniejszego startu triathlonowego w tym roku, czyli Half Ironman w Mrągowie (30 czerwiec). Będą to pierwsze z serii trzech zawodów pod wspólną nazwą Volvo TriathlonPL.com. Cel na ten start jest prosty – ukończyć w czasie poniżej 6 godzin i nie przegrać z…  o tym może innym razem😉

triathlonpl

Na mecie w Mrągowie będę już zapewne oczami wyobraźni widział siebie biegającego po górkach z ważącym kilka kilogramów plecakiem, albo w wersji hardcore z ciągniętą za sobą oponą samochodową😉 Tak może bowiem wyglądać mój trening do kolejnej imprezy na którą czekam najbardziej w tym roku. 10 sierpnia o 4:30 rano stanę na starcie Chudego Wawrzyńca, czyli terenowego biegu ultra na dystansie ponad 80 km po wąskich i krętych ścieżkach polsko-słowackiego pogranicza w Beskidzie Żywieckim.

chudy wawrzyniec

Yeah!!! Na samą myśl przechodzą mnie dreszcze🙂 Cel…? Dobrze się bawić i zmieścić się w liczącym 15,5h limicie czasowym. Jeśli uda mi się odpowiednio szybko zregenerować, to 25 sierpnia wystartuję kolejnym half’ie z serii Volvo TriathlonPL.com (http://triathlonpl.com/) tym razem w Chodzieży z zamiarem urwania kilku minut w stosunku do czasu z Mrągowa.

Tegoroczną wisienką na torcie będzie 40 Maraton Berliński odbywający się w dniu moich 35 urodzin🙂 W związku z tymi okrągłymi rocznicami no i dlatego, że trasa w Berlinie uważana jest za jedną z najszybszych tras maratoński na świecie mam zamiar złamać tam 3:45🙂

berlin

Oprócz powyższych pewnie trafi się kilka krótszych rekreacyjnych startów.

Zapowiada się udany rok🙂

Opublikowano O wszystkim i o niczym | Otagowano , , , , , , , , , , | 3 komentarzy

Udana sobota

Pierwszy z pięciu biegów w ramach Grand Prix Krakowa w biegach górskich za mną. Było trudniej niż się spodziewałem, ale było fajnie🙂

http://connect.garmin.com/activity/244031490

Nie wiem co było trudniejsze – podbiegi, czy na maksa strome i długie zbiegi. Na moje szczęście bieg ten był zarazem chrztem bojowym moich nowych butów Salomon XR Mission CS – gdyby nie one zaliczyłbym pewnie nie jedną glebę, albo po prostu, zwłaszcza na zbiegach biegłbym wolniej.

 

Za miesiąc part 2 – już się nie mogę doczekać🙂

Opublikowano O wszystkim i o niczym | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Grand Prix Krakowa w biegach górskich

Znalazłem sobie właśnie zajęcie na długie zimowe wieczory na krótkie zimowe soboty.

Za dwa tygodnie rusza w Krakowie nowa impreza biegowa pod nazwą Grand Prix Krakowa w biegach górskich.

Jest to cykl biegów górskich, które odbywać się będą niemal w centrum Krakowa – w Lasku Wolskim. W ramach Grand Prix odbędzie się 5 biegów: 17 listopada, 8 grudnia, 12 stycznia, 9 lutego i 9 marca i za każdym razem do wyboru będą dwa dystanse: 5,6 lub 11,2 km.

Oczywiście jestem już zapisany🙂

Opublikowano O wszystkim i o niczym | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Koniec laby…

No dobra… koniec tego „dobrego”. Trzeba wziąć się w garść i zacząć się ruszać. Okres roztrenowania po Maratonie Warszawskim ewidentnie wymknął mi się spod kontroli i nie licząc Biegu Trzech Kopców tydzień po maratonie i jednego biegania tydzień temu potrwał równy miesiąc. Co prawda nie planowałem ile ma potrwać moje posezonowe odpoczywanie, ale z drugiej strony nie sądziłem, że potrwa aż tyle😉

Nic to… Najważniejsze, że w końcu odezwał się we mnie głód biegania i z wielką ochotą poszedłem dziś rano na pierwsze w tym roku zimowe bieganie. Tym samym przygotowania do sezonu 2013 oficjalnie uważam za rozpoczęte.

Na dobry początek w przyszłym roku zaplanowane mam:

  • 24 marzec – Półmaraton Marzanny w Krakowie
  • 28 kwiecień – Cracovia Maraton
  • 04 maj – I Triathlon Amazonek na dystansie HalfIronman (1.9/180/21.1) w Majdanie Sopockim koło Zamościa (na samą myśl o temperaturze wody robi mi się zimno)

…a później będzie już tylko więcej, dalej i mam nadzieję szybciej🙂

Opublikowano O wszystkim i o niczym | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Jedz i biegaj. Niezwykła podróż do świata ultramaratonów i zdrowego odżywiania.

Połknąłem tę książkę w kilka dni czytając ją w autobusie w drodze do i z pracy.
Nie będę silił się tu na pisanie jakiejś złożonej recenzji, bo i tak pewnie by mi nie wyszło…😉

okladka

…ale powiem krótko – książka ta, to było najlepsze co mogło mnie spotkać w tygodniu poprzedzającym tegoroczny Maraton Warszawski. Dawno nie czułem się tak zmotywowany i pozytywnie nastawiony do biegania🙂 jak po przeczytaniu historii Scotta Jurka – weganina będącego jednym z lepszych na świecie ultramaratończyków. Motywacja ta przydała się zwłaszcza w kontekście przeziębienia, które dopadło mnie na kilka dni przed startem. Znajomi, którzy widzieli mnie w przeddzień startu mówili – stary, daj sobie spokój, nie startuj. Ja natomiast powtarzałem sobie słowa, które towarzyszyły autorowi książki w jego życiu od lat dziecięcych: “BO CZASEM PO PROSTU TRZEBA” – ci, którzy czytali wiedzą o co chodzi😛.

Słowa te, powtarzałem jak mantrę przez całe 42 kilometry, ale mam wrażenie, że dopiero po około 35 km odkryłem ich prawdziwy sens😉 Do mety dobiegłem w czasie 3:59:19, pomimo choroby osiągając swój cel, którym było złamanie 4h🙂

Książka ta, to również ciekawa wędrówka do świata zdrowego odżywiania się. Co prawda nie planuję na razie przejścia na wegetarianizm, ani tym bardziej na weganizm, ale przykład Scotta i jego podejścia do kwestii jedzenia daje dużo do myślenia. Fajne jest to, że co kilkanaście stron znajdziemy ciekawe i dosyć proste wegańskie przepisy na przeróżne dania, które zainteresują nie tylko biegaczy. Począwszy od przekąsek typu batoniki energetyczne, na w pełni zbilansowanych posiłkach regeneracyjnych kończąc. Wypróbowałem już dwa przepisy i muszę powiedzieć, że da się to nawet jeść🙂

BTW… Scott Jurek jest właśnie w Polsce, tak więc jeśli będziecie w najbliższych dniach w Poznaniu albo Warszawie, to macie możliwość z nim pogadać, albo nawet pobiegać! Więcej szczegółów tutaj.

PS. Zupełnie przez przypadek, 3 dni po przeczytaniu tej książki, dostałem od Żony w prezencie na urodziny zaległą lekturę, czyli „Urodzonych biegaczy„, która to książka w naturalny sposób uzupełnia się z „Jedz i biegaj”😉

Opublikowano O wszystkim i o niczym | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Sądne trzy dni…

Do Maratonu Warszawskiego zostały już tylko 3 dni. Trzy dni pod znakiem jedzenia, picia, odpoczywania i… leczenia się. Tak, tak – na moje nieszczęście przypałętało się do mnie jakieś choróbsko. Ból gardła, powiększone migdały utrudniające przełykanie do tego gorączka, ból mięśni i ogólne rozbicie😦

Podobno wiele osób w końcowym okresie przygotowań do np. maratonu boryka się z przeziębieniami. Spowodowane jest to tym, że drastyczne zmniejszenie objętości treningowych to dla organizmu sygnał, że układ odpornościowy też może w końcu zwolnić, a stąd już prosta droga do tego co mnie spotkało.

Nic to… trudno… stało się… Jestem dobrej myśli. Jeszcze prawie całe trzy dni. Mam zamiar w tym czasie w pełni wyzdrowieć🙂

Opublikowano O wszystkim i o niczym | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Nowy strój na rower

Zafundowałem sobie nowy strój na rower…😉

Nowy stróhj

Używany, ale w stanie prawie idealnym, 6-częściowy komplet składający się z:

– Spodenki krótkie na szelkach
– Koszulka krótka z zamkiem 3/4 i kieszonkami z tyłu
– Bluza z długim rękawem i kieszonkami z tyłu
– Nogawki z Lycry
– Rękawki z Lycry
– Bandana

wyhaczyłem w bardzo przystępnej cenie na allegro.

No i co najważniejsze leży jak ulał😉

Ps. Dzisiaj miał swój debiut i na dzień dobry zaliczył glebę🙂

Opublikowano O wszystkim i o niczym | Otagowano , , , | Dodaj komentarz